Zastanawiasz się, jak szybko odświeżyć salon bez wymiany całej aranżacji? Sięgnij po wałek i farbę. Malowanie ścian to jeden z tych zabiegów, który w weekend może całkowicie odmienić charakter pomieszczenia. Pamiętam, jak u siebie w bloku z lat 90. postanowiłam pomalować jedną ścianę na granat. Efekt był tak spektakularny, że sąsiedzi pytali, czy robiłam remont generalny. Klucz tkwi w przygotowaniu – bez tego nawet najlepsza farba nie da rady. Zaczynam od wypełnienia ubytków gładzią szpachlową, potem delikatne szlifowanie papierem o gradacji 220. Odpylam wszystko wilgotną szmatką, a na koniec naklejam taśmę malarską przy listwach przypodłogowych i ościeżnicach. To zajmuje kilka godzin, ale oszczędza późniejsze nerwowe poprawki.
Wybór koloru to prawdziwa sztuka, szczególnie gdy masz mały metraż. W mojej kawalerce z kuchnią na 35 metrach postawiłam na jasny beż z odcieniem szarości. Ściany są jaśniejsze, a optycznie powiększają przestrzeń. Ale tu pojawia się pułapka – próbki na kartce wyglądają inaczej niż na dużej powierzchni. Zawsze kupuję tester za 15 złotych i maluję fragment o wymiarach 50 na 50 centymetrów. Oglądam go o różnych porach dnia, bo światło zmienia wszystko. W sypialni mojej siostry, gdzie stoi łóżko z pojemnikiem na pościel, sprawdził się chłodny błękit – działa uspokajająco i fajnie kontrastuje z tapicerką welurową w odcieniu butelkowej zieleni.
Nie daj się zwieść modzie na gładkie ściany bez faktury. Często zapominamy, że faktura farby też ma znaczenie. Gdy malowałam pokój gościnny, gdzie śpią znajomi na kanapie z funkcją spania, wybrałam farbę z delikatnym połyskiem satynowym. Łatwiej ją czyścić, a przy okazji maskuje drobne nierówności tynku. Z kolei w sypialni, gdzie mamy stelaz listwowy pod materacem, postawiłam na matową – nie odbija światła i tworzy przytulny nastrój. Pamiętaj, że farby lateksowe są odporne na szorowanie, ale akrylowe schną szybciej i mniej śmierdzą. Ja zawsze wybieram te z certyfikatem bezpieczeństwa dla alergików, bo po remoncie często śpię w pokoju, gdzie dopiero co malowałam.
Kiedyś myślałam, że malowanie ścian to prosta sprawa: kupujesz farbę i malujesz. Błąd. Różnica między efektem amatorskim a profesjonalnym leży w narzędziach. Wałek z mikrofibry o długości włosia 12 milimetrów to mój ulubieniec do gładkich powierzchni. Do faktur typu beton architektoniczny używam wałka z dłuższym włosiem, bo lepiej wnika w zagłębienia. Przy malowaniu sufitu montuję teleskopowy kij, żeby nie nadwyrężać kręgosłupa. A pędzle? Tylko te z syntetycznym włosiem do farb wodnych – naturalne zostawiają smugi. Zainwestuj w dobrej jakości taśmę malarską z niebieskim paskiem, która odkleja się bez pozostawiania kleju. Na rynku są też specjalne narożniki do malowania, które ułatwiają pracę w trudno dostępnych miejscach.
Technika nakładania farby to osobny rozdział. Zaczynam od krawędzi – maluję pędzlem pasy szerokości 5 centymetrów przy suficie, listwach i w narożnikach. Potem wałkiem od góry do dołu, zawsze na mokro, żeby uniknąć smug. Nie dociskam za mocno, prowadzę równomiernie. Często popełnianym błędem jest zbyt gruba warstwa – lepiej nałożyć dwie cienkie. Pierwsza schnie około 4 godzin, druga nastę. W pokoju, gdzie stoi wersalka z funkcją spania, zabezpieczam ją folią malarską, bo farba lubi pryskać. Gdy maluję wokół gniazdek elektrycznych, wykręcam je i zaklejam otwory taśmą – bezpieczeństwo przede wszystkim.
Czy wiesz, że kolor wpływa na postrzeganie wielkości pomieszczenia? W moim wąskim korytarzu o długości 6 metrów pomalowałam krótszą ścianę na ciemny grafit, a resztę zostawiłam białą. Optycznie skróciło to przestrzeń, ale dodało głębi. Z kolei w salonie z niskim sufitem, gdzie mamy duże okno, zastosowałam pionowe pasy w odcieniach szarości. To prosty trik, który podnosi wizualnie strop. Jeśli masz mały pokój z kanapą z funkcją spania, postaw na monochromatyczne wnętrze – meble w podobnym odcieniu co ściany sprawiają, że przestrzeń wydaje się większa. Unikaj tylko kontrastów, które tną pomieszczenie na części.
Malowanie to także kwestia pory roku - https://WWW.Blogher.com/?s=pory%20roku . Latem farba schnie za szybko, zimą za wolno. Optymalna temperatura to 18-22 stopnie Celsjusza, a wilgotność poniżej 60 procent. Kiedyś malowałam w upalny lipcowy dzień farba wyschła w 20 minut, ale zrobiły się zacieki od szybkiego parowania. Teraz zawsze otwieram okno na uchylne, a w razie potrzeby włączam nawilżacz. W okresie grzewczym, gdy kaloryfery suszą powietrze, dodaję do farby odrobinę wody zgodnie z instrukcją producenta. To pomaga uniknąć chropowatej powierzchni. Pamiętaj też o czasie schnięcia między warstwami – nie spiesz się, bo efekt będzie mizerny.
Ostatni akapit to kwestia detali, które robią różnicę. Po malowaniu ścian często zapominamy o wykończeniu. Listwy przypodłogowe warto pomalować farbą olejną, bo są bardziej odporne na uszkodzenia mechaniczne. W kuchni i łazience używam farb zmywalnych z dodatkiem silikonu – nie chłoną wilgoci i łatwo usunąć z nich tłuste plamy. W sypialni, gdzie mamy materac piankowy, unikam farb z połyskiem, bo odbijają światło z lampki nocnej. Jeśli masz w domu zwierzęta, wybierz farbę antybakteryjną – łapy zostawiają mniej śladów. A gdy po malowaniu zostanie ci pół puszki farby, przechowaj ją w suchym miejscu, opisując dokładnie odcień i pomieszczenie. Przyda się do poprawek po roku czy dwóch użytkowania.
Add new comment