Oświetlenie w wysokich pomieszczeniach to osobna liga. Jedna lampa pod sufitem daje tylko plamę światła na środku. Reszta tonie w mroku. Założyłam listwy zasilające przy suficie i podłączyłam do nich szyny z przesuwnymi reflektorami. Mogę je dowolnie przekręcać i doświetlać obrazy, ścianę z książkami czy stół. Do tego kinkiety przy łóżku i lampa stojąca w salonie. Unikam jednego głównego źródła światła. To tworzy nastrój i sprawia, że mieszkanie wydaje się przytulne, a nie jak hala sportowa. Z sufitu zwisa tylko jeden żyrandol z lat 60. z mosiądzu. Dla ozdoby. Praktycznie nie zapalam go, ale daje charakter.
Kiedy odwiedzają mnie goście na noc, wersalka w pokoju dziennym robi prawdziwą furorę. Rozkłada się w kilka sekund, a pod spodem ma solidny stelaz listwowy, który nie trzeszczy przy każdym ruchu. Zanim kupiłam tę wersalkę, miałam starą sofę z materacem 10 cm, który po dwóch latach był już tylko wspomnieniem wygody. Teraz materac piankowy o grubości 16 cm na stelazu listwowym sprawia, że goście często zasypiają przed telewizorem. Problem pojawia się tylko wtedy, gdy chcę w nocy włączyć klimatyzację – pilot leży na szafce, a ja muszę przeciskać się między wersalką a stołem. Dlatego w przyszłym roku planuję wymianę na model z mechanizmem DL, który wysuwa się jak szuflada.
Wersalka w moim projekcie pojawiła się jako ostatni element. Właściwie to nie wersalka, a tapicerowany podest z funkcją spania, który ustawiłam pod drugim, mniejszym skosem. Ma 80 cm szerokości i służy jako miejsce do czytania, a po rozłożeniu jako dodatkowe łóżko dla dziecka. Pod spodem trzy głębokie szuflady na buty i zabawki. Materac na tym podeście jest cienki, bo tylko 10 cm, ale dla okazjonalnego użytku to wystarczy. Gdy nikt nie śpi, przykrywam go pledem i kładę poduszki - nikt nie zgadnie, że to łóżko.
W moim biurze domowym, które jest wydzielone z salonu, też postawiłam na nastrojowe oświetlenie. Nad biurkiem mam lampę z regulowaną barwą od ciepłej do zimnej, ale wieczorami przełączam ją na tryb pomarańczowy. Wtedy przestaję myśleć o pracy, a zaczynam czuć się jak w kawiarni. Do tego dodałam małą lampkę stołową na szafce z książkami, która rzuca światło na okładki i tworzy intymną atmosferę. Mechanizm DL w mojej kanapie z funkcją spania pozwala szybko rozłożyć ją na płasko, gdy ktoś zostaje na noc, a pod spodem mam schowany zapasowy materac piankowy. To rozwiązanie ratuje mnie, gdy brakuje miejsca na pościel w szafie.
Największą bolączką małych poddaszy jest brak miejsca na przechowywanie pościeli. Szuflady pod łóżkiem i pojemnik na pościel w samym łóżku to podstawa, ale to wciąż za mało. Wykorzystałam przestrzeń za drzwiami i zamontowałam wąską szafę na wymiar, głęboką zaledwie 40 cm. Na wieszakach mieszczą się koszule i sukienki, a na półkach ręczniki. Do tego pod skosem przy oknie dachowym stanął regał na książki i drobiazgi. Każdy centymetr ma znaczenie, dlatego unikam mebli na nóżkach i stawiam wszystko na podłodze lub pod samym sufitem.
Z czasem przekonałam się, że pojemnik na pościel to nie fanaberia, ale konieczność w małych mieszkaniach. Kiedyś myślałam, że wystarczy dobrze zorganizować szafę, ale rzeczywistość zweryfikowała te plany. Pościel sezonowa, komplet na zmianę, dodatkowe koce dla gości to wszystko musi gdzieś mieszkać. Łóżko z pojemnikiem na pościel rozwiązuje problem w sposób niewidoczny dla oka. Nie muszę rezygnować z dekoracji ani gromadzić stosów na krześle. Wystarczy jeden ruch, a wszystko znika z pola widzenia. To sprawia, że mieszkanie wydaje się większe i bardziej uporządkowane.
Goście to osobna historia. W kamienicy nie masz po prostu wolnego pokoju. Każdy centymetr jest na wagę złota. Dla znajomych z Gdańska kupiłam wersalkę, która stoi w moim gabinecie. Na co dzień jest kanapą do czytania, a na noc rozkłada się na pełnowymiarowe łóżko 140×200. Wybrałam model z mechanizmem DL, który wysuwa siedzisko do przodu i oparcie opada płasko. Proste, szybkie i bez walki z poduchami. Wersalka ma też pojemnik na pościel pod spodem. Niby detal, ale jak przyjeżdżają goście, nie muszę szukać prześcieradeł po całym mieszkaniu. Wszystko mam pod ręką. A sama wersalka zajmuje tyle miejsca co fotel.
Z czasem odkryłam, że podobnie działa kanapa z funkcją spania w salonie. Kiedy znajomi zostają na noc, rozkładam ją i sypialnia gotowa. Ale w ciągu dnia pod siedziskiem chowam dodatkowe koce i poduszki, które służą do oglądania filmów. Wersalka z tapicerką welurową w kolorze musztardowym stała się nie tylko ozdobą pokoju, ale też praktycznym magazynem. Welur jest przyjemny w dotyku i łatwo go odkurzyć, a pod spodem mieści się pojemnik na pościel o głębokości około 30 centymetrów. Zmieściłam tam cztery komplety pościeli bawełnianej i dwa ręczniki kąpielowe. Wcześniej te rzeczy leżały w koszu na pranie, czekając na lepsze czasy.
Add new comment