Zapach to jeden z tych elementów wystroju, który często bagatelizujemy, a przecież działa na zmysły natychmiast. Wchodzisz do mieszkania po całym dniu w pracy i nagle czujesz ciepły aromat wanilii z odrobiną cynamonu. Od razu robi się przytulniej, nawet jeśli na podłodze leżą jeszcze rozrzucone skarpetki, a na blacie stoi kubek po porannej kawie. Świece i zapachy do domu potrafią zdziałać cuda w kilkadziesiąt sekund, bez remontu i bez wydawania fortuny. Pamiętam, jak pierwszy raz zapaliłam sojową świecę w swoim 38-metrowym mieszkaniu — nagle przestało mi przeszkadzać, że sypialnia graniczy z salonem, a goście muszą przechodzić przez kuchnię, żeby dotrzeć do toalety. Aromat otulił całość i dodał charakteru.
Prawdziwym wyzwaniem okazało się przechowywanie pościeli i koców, które w małym mieszkaniu szybko zaczynają panoszyć się po szafach. Tu z pomocą przyszło łóżko z pojemnikiem na pościel, które kupiłam do sypialni rodziców, gdy przyjeżdżają w odwiedziny. W ciągu dnia służy jako dodatkowe siedzisko w salonie, a na noc rozkłada się na wygodne posłanie. Pojemnik mieści cztery komplety pościeli, dwa koce i zapasowe poduszki. Dzięki temu nie muszę trzymać rzeczy sezonowych na wierzchu ani w kartonach pod łóżkiem. Rozwiązanie proste, a jakże skuteczne. Często słyszę od znajomych, że nie mieli pojęcia o takim triku, a przecież to jedna z najstarszych sztuczek w aranżacji małych wnętrz.
Mam tylko jedną radę od serca: nie pakujcie do pojemnika rzeczy, których używacie często. Ja kiedyś schowałam tam zapasową piżamę i po tygodniu miałam dość odginania materaca. Lepiej trzymać tam rzeczy sezonowe lub gościnne. Dobrze sprawdza się też trzymanie w środku dodatkowego materaca piankowego dla gości, ale tylko jeśli ma on grubość do 10 cm. Grubszy nie zmieści się pod stelażem.
Zaletą, która przekonała mnie ostatecznie, jest możliwość przechowywania rzeczy, które normalnie zajmowałyby pół szafy. U mnie w pojemniku lądują nie tylko kołdry i poduszki, ale też letnie koce, zapasowe prześcieradła, a nawet dwa komplety ręczników plażowych. Gdy przyjeżdżają goście na noc, wystarczy unieść materac i w pięć minut przygotować im wygodne posłanie. Mam też znajomych, którzy w ten sposób trzymają buty poza sezonem i drobne zabawki dzieci.
Kiedy wchodzisz do mojego mieszkania, pierwsze co rzuca się w oczy to surowa biel ścian przełamana ciepłym beżem lnianych zasłon. Wnętrza w stylu prowansalskim to dla mnie nie tylko lawenda i kratka, ale przede wszystkim umiejętność pogodzenia rustykalnego uroku z praktycznością życia na 45 metrach kwadratowych. Pamiętam jak na początku myślałam, że prowansja wymaga przestrzeni jak z francuskich filmów, z wysokimi sufitami i widokiem na lawendowe pola. Nic bardziej mylnego. Kluczem jest dobór odpowiednich mebli i tkanin, które nie przytłoczą małego metrażu. Zamiast wielkiej komody, postawiłam na niski kredens z patynowanym drewnem, który optycznie powiększa pokój. Lawendowe dodatki w postaci poduszek i ręczników nadają charakteru, ale bez przesady – jedna ściana w kwiatowy wzór w zupełności wystarczy. Ważne jest też światło, które w prowansji powinno być rozproszone i ciepłe, dlatego wybrałam żaluzje drewniane zamiast ciężkich zasłon.
Kiedyś kupowałam najtańsze parafinowe świece z marketu, bo myślałam, że każda świeca jest taka sama. Dopóki nie spędziłam wieczoru z przyjaciółką, która paliła świecę z wosku sojowego. Różnica była ogromna — żadnego kopcenia, równomierne topnienie i zapach utrzymujący się godzinami po zgaszeniu. Od tamtej pory zwracam uwagę na skład. Woski sojowe, kokosowe lub pszczele dają czystsze spalanie, a do tego są bezpieczniejsze, gdy w domu biega małe dziecko albo kot, który lubi wskakiwać na stół. W moim salonie stoi teraz świeca o zapachu cedru i bergamotki, która świetnie maskuje zapach jedzenia, gdy gotuję ostry curry.
Często słyszę od znajomych, że boją się kupować świece przez internet, bo nie mogą powąchać przed zakupem. To zrozumiałe, ale nauczyłam się kilku trików. Sprawdzam opisy nut zapachowych — jeśli producent podaje konkretne składniki, a nie tylko „owocowy" czy „kwiatowy", to zazwyczaj wiem, czego się spodziewać. Poza tym czytam opinie, szczególnie te, w których ludzie porównują zapach do czegoś znajomego, np. „pachnie jak sklep z herbatą" albo „przypomina mi babcine ciasto drożdżowe". Dzięki temu unikam rozczarowań. Gdy już trafię na sprawdzoną markę, kupuję od razu kilka wosków lub świec, bo często są limitowane serie.
Łazienka to często pomijane pomieszczenie, a szkoda, bo wnętrza w stylu prowansalskim potrzebują spójności nawet w najmniejszych przestrzeniach. U mnie na 4 metrach kwadratowych udało się stworzyć klimat dzięki umywalce wolnostojącej na nóżkach i baterii w stylu retro. Ściany wykończyłam tynkiem strukturalnym w kolorze piaskowym, który optycznie ociepla wnętrze. Nad prysznicem powiesiłam bambusową matę, która nie pleśnieje i dodaje naturalnego akcentu. Przechowywanie kosmetyków to wieczny problem, ale koszyki wiklinowe na półkach nad toaletą załatwiają sprawę – mieszczą szampony, ręczniki i zapas papieru. Pamiętaj tylko, żeby unikać plastiku, bo w prowansji króluje drewno, szkło i ceramika. Nawet szczotka do WC może być drewniana, jeśli znajdziesz odpowiednią w sklepie z artykułami łazienkowymi. Wanna z nogami w kształcie lwich łap to marzenie, ale na małym metrażu lepiej sprawdzi się prysznic z deszczownicą, który daje podobne wrażenie relaksu.
Add new comment