Lawenda suszona w glinianym dzbanku, lniane zasłony przepuszczające poranne światło i kredens z przetarciami na froncie – to dla wielu kwintesencja południa Francji. Ale jak przenieść ten sielski klimat do bloku z lat 70., gdzie sufit wisi na wysokości 250 centymetrów, a każdy centymetr kwadratowy ma znaczenie? Zaczęłam od kuchni. Usunęłam górne szafki, a na ich miejsce powiesiłam otwarte półki z sosny. Zamiast ciężkiego stołu dębowego postawiłam składany model z blatorem imitującym starą deskę. Różnica od razu uderzyła w oczy – przestrzeń zyskała na lekkości, a zapach lawendy z małego woreczka w szufladzie miesza się z aromatem porannej kawy.
Nogi stołu to temat, który często bagatelizujemy, a to błąd. Wąskie, metalowe nogi w kolorze czarnym optycznie powiększają przestrzeń, bo nie przytłaczają wnętrza. Grube, drewniane nogi dodają ciepła, ale zajmują miejsce na nogi. Sama przerabiałam wersję z czterema masywnymi nogami, przy których kolana wiecznie uderzały w kant. Zmieniłam na model z jedną centralną kolumną i podstawą w kształcie litery X. Niby drobiazg, ale różnica w komforcie jest ogromna. Przy wyborze pomyślcie też o tym, jak często będziecie przesuwać stół. Jeśli macie podłogę z paneli, metalowe nogi bez filcowych podkładek mogą zostawić rysy. W moim salonie założyłam pod nie filcowe nakładki, które wymieniam co pół roku.
Przy okazji remontu kawalerki przyjaciółki doradzałam jej położenie tapety w przedpokoju. To pomieszczenie często jest wąskie i ciemne, więc postawiłyśmy na pionowe pasy w chłodnym, srebrzystym odcieniu. Efekt optycznego podwyższenia sufitu był natychmiastowy. Co więcej, tapeta w przedpokoju jest praktyczniejsza niż malowanie – łatwiej zmyć z niej zabrudzenia, a przy intensywnym użytkowaniu nie widać na niej rys tak bardzo. Tam akurat zdecydowałyśmy się na wersalkę w kącie, bo przyjaciółka często ma nocnych gości. Wersalka z cienkim materacem na stelazu listwowym to rozwiązanie, które oszczędza miejsce w ciągu dnia, a wieczorem daje komfort spania. Tapeta na ścianie za nią dopełnia całości i sprawia, że kąt nie wygląda jak prowizorka.
Najważniejsze jest jednak to, żeby nie przesadzić z ilością rzeczy. Przytulne wnętrze to nie magazyn. Każdy mebel musi mieć swoje zadanie. Ja zrezygnowałam z masywnego stołu na rzecz składanego blatu przy ścianie. Gdy jem sama, wystarczy mi mała przestrzeń. A gdy są goście, rozkładam blat i wszyscy siadamy wygodnie. Dzięki temu mieszkanie wydaje się większe, a ja mam mniej sprzątania. Bo przytulność to też spokój głowy, a nie ciągłe układanie rzeczy.
Tapicerka to często kwestia gustu, ale w praktyce ma ogromne znaczenie. Jeśli masz dzieci lub zwierzęta, tapicerka welurowa to strzał w dziesiątkę. Jest przyjemna w dotyku, a przy tym łatwa do czyszczenia. Wystarczy wilgotna ściereczka, by usunąć większość zabrudzeń. Welur ma też tę zaletę, że nie mechaci się tak szybko jak len czy bawełna. W salonie, gdzie wersalka pełni rolę centralnego punktu, postaw na ciemniejszy odcień – granat, butelkową zieleń lub grafit. Na jasnym welurze każde zabrudzenie widać od razu. Jeśli cenisz chłodniejszą w dotyku tkaninę, wybierz mikrofibrę. Pamiętaj, że tapicerka welurowa nie jest najlepsza dla alergików, bo zbiera kurz. Wtedy lepsza będzie gładka tkanina z impregnacją.
Największym wyzwaniem okazało się oddzielenie strefy wypoczynku od pracy. W sypialni nie chcesz mieć wrażenia, że siedzisz w biurze, ale bez biurka ciężko skupić się na zadaniach. Znalazłam na to sposób – postawiłam na meble, które łatwo przekształcić. Kanapa z funkcją spania to świetne rozwiązanie, jeśli często masz gości. Ja wybrałam model z tapicerka welurowa, która jest przyjemna w dotyku i nie zbiera kurzu jak niektóre tkaniny. Wieczorem rozkładam ją, a w ciągu dnia służy jako sofa, przy której mogę pracować z laptopem na kolanach. Do tego dodałam mały stolik na kółkach, który chowam pod oknem. To proste, ale działa.
Zdarza się, że ludzie pytają mnie, czy tapety we wnętrzach nie są passe. Moja odpowiedź zawsze jest taka sama: wszystko zależy od wzoru i jakości. Obecnie na rynku jest masa tapet flizelinowych, które są łatwe w montażu i demontażu. Sama zmieniałam tapetę w sypialni po trzech latach, bo znudził mi się kolor. Zerwałam suchą warstwę i została tylko podkładowa warstwa na ścianie – bez klejenia od nowa. To duża wygoda, zwłaszcza gdy w mieszkaniu brakuje miejsca na przechowywanie zapasowych rolek. Przy okazji wymiany tapety wymieniłam też stary materac piankowy na nowy, z lepszą wentylacją. Materac piankowy o gęstości 35 kg/m3 zamówiłam przez internet i sprawdza się świetnie, ale gdyby nie tapeta, która odświeżyła pokój, pewnie wcale bym się za ten remont nie zabrała.
Oświetlenie to temat, który często bagatelizujemy. W przytulnym wnętrzu nie ma miejsca na zimne, jarzeniówkowe światło. Zainwestowałam w lampę stojącą z abażurem z naturalnego lnu i kilka świec zapachowych. Wieczorem zapalam tylko lampkę i świecę – od razu robi się ciepło i intymnie. Do tego regał z książkami i kilka roślin doniczkowych. Nie muszą być drogie – zwykły bluszcz czy sansewieria pięknie wyglądają i oczyszczają powietrze. Ważne, żeby było naturalnie, bez przesady z ilością bibelotów.
Add new comment